niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 20
Przebudzenie

                Już zanim zdążyłam otworzyć oczy, ból eksplodował w mojej głowie z potężną i brutalną siłą. Wszystko wokół zdawało się zadawać mi śmiertelne ciosy, a uciążliwe mdłości skutecznie przypominały o wczorajszym wieczorze.
 Nigdy. Więcej.
- Nie ma mnie zaledwie przez miesiąc, a ty już pobijasz rekordy świata w piciu, co? – znajomy głos z nutką rozbawienia skutecznie potrząsnął moim obolałym ciałem. W sekundę podniosłam się do siadu, napotykając świadome spojrzenie żółtych oczu.
- Rimo – wyszeptałam z zalewającą mnie ulgą, przypatrując się kotu.
Obudził się. Naprawdę się obudził.
- Boże, Rimo – z niespodziewanymi łzami w oczach rzuciłam się na kota, przytulając się do niego z całych sił. Z przejęciem cieszyłam się z jego silnego uścisku, całkowicie ignorując fakt, że po chwili nie mogłam oddychać.
- Już jestem – mruknął łamiącym się głosem, jakbyśmy byli rozłączeni przez całe wieki. I może jednak tak właśnie było.
Cała początkowa ochota zamordowania zwierzaka minęła, kiedy wreszcie usłyszałam jego głos. Serce waliło mi jak oszalałe, a ja nie mogłam powstrzymać głupich łez szczęścia. Z ciepłym śmiechem otarłam mokre policzki, wreszcie odsuwając się od Rimo.
- Napar Sasoriego zadziałał? – dotknęłam jego wciąż częściowo pozbawionych futra uszu, szyi i pleców. Czułam, jak przepływa przez niego życie.
- Nie mam pojęcia jakim cudem, ale tak – nagle całe jego ciało się spięło, a w pokoju pojawiło się nieprzyjemne napięcie. Jego oczy świeciły powagą. – Naprawdę chciałbym wszystko nadrobić, ale nie ma czasu. Jest coś, o czym powinnaś wiedzieć.
Pociągając nosem, powoli skinęłam głową. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że czas na radość minął.
- Porwali mnie ci sami ludzie, którzy kiedyś otruli Deidarę – oznajmił ze spokojem, a mnie zatkało.
- Czekaj, co?
Kot westchnął ciężko, kiedy ja próbowałam przypomnieć sobie tamtą sytuację. Gdy wreszcie przypomniałam sobie moje pierwsze spotkanie z artystą w Akatsuki i tłumaczenia Akasuny w gabinecie Lidera, zmrużyłam oczy.
- Zielone peleryny z wymalowanym pentagramem, w którym znajduje się znak „X”. Mówi ci to coś?
Przełknęłam ślinę, czując jak wszystkie elementy układanki zaczynają ze sobą współpracować.
- Wiesz o Nanase i tamtej czarnoskórej kobiecie?
Rimo skinął głową.
- Rozmawiałem z Liderem.
Zielone peleryny grały w tej samej drużynie wraz ze szpiegami. Ci ludzie mieli za zadanie otruć członków Akatsuki. Także ci sami ninja zaatakowali nas podczas misji, kiedy to po zadanym mi ciosie zapadłam w dwutygodniową śpiączkę. Wszystko łączyło się w przerażającą całość. Nagle pewne pytania pojawiły się w mojej głowie, szukając sensownych odpowiedzi.
            - Nie rozumiem… Skoro szpiedzy mieli obserwować tylko i wyłącznie mnie, to dlaczego przed moim dołączeniem do organizacji ich towarzysze otruli Konan? Dlaczego otruli Deidarę?
            Rimo zamilkł, jakbym przyłapała go na gorącym uczynku. Jego ogon zaciskał się z nerwów, kiedy obserwował swoje drżące łapy.
            - Rimo…? – szepnęłam, odgarniając niesforne kosmyki włosów. – O co chodzi?
            Kot z cichym westchnieniem uniósł wzrok, a wpadające do pokoju poranne światło nadało jego spojrzeniu jeszcze intensywniejszego wyglądu.
            - Widzisz, podobno jest jedna osoba, która potrafiłaby nam to wyjaśnić – zanim zdążyłam zadać kolejne pytanie, odpowiedź wymsknęła się z ust Rimo niczym największy sekret. – Ktoś żywy z twojego klanu.

***

            - Czyli Zły jest tak naprawdę twoim Stróżem, który po śmierci twojej matki zaczął się zajmować tobą i przez te wszystkie koszmary próbował ci pomóc?
            - Mniej więcej.
            - To porąbane.
            W drodze do pokoju Itachiego pomogłam Rimo nadrobić zaległości. Kot nie wyglądał na przekonanego, ale przecież tak naprawdę nie miał niczego do gadania. Mieliśmy o wiele większe zmartwienia.
            - Jakim cudem przez te kilka godzin zdążyłeś dowiedzieć się o szpiegach, pogadać z Liderem i Uchihą? Może jednak masz jakieś magiczne zdolności.
            Rimo wydał z siebie teatralne westchnienie.
            - Coś musi mi zrekompensować brak umiejętności łowieckich i możliwości wdrapywania się na drzewa.
            Parsknęłam niekontrolowanym śmiechem, zdając sobie sprawę jak cholernie brakowało mi tego upartego kociska. I chociaż czasami miewaliśmy trudne chwile, a nasza relacja należała do tych burzliwych, to nie wyobrażałam sobie bez niego życia. Był jak cień, bez którego czułam się całkiem sama.
            - Dobrze, że wróciłeś – szepnęłam bez zastanowienia.
            - Nie rozczulaj się tak – mruknął, ale w jego głosie zabrzmiała niespotykana łagodność.
            Zanim się obejrzałam już staliśmy pod odpowiednimi drzwiami, a mnie zaschło w gardle. Nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Jakimś sposobem Itachi wiedział, że to ja zamordowałam swój klan. Gdyby ta informacja dotarła do Paina, Kisame, albo kogokolwiek z członków Akatsuki… Nie mogłabym wykluczyć, że następnego dnia nie przemierzałabym otaczającego organizację pustkowia.
            Biorąc głęboki wdech zacisnęłam drżącą dłoń w pięść i uniosłam w kierunku drzwi z zamiarem zastukania. Moją pięść od drewna dzieliły centymetry.
            - Kita? – niepewność w głosie kota jeszcze bardziej umocniła mnie w przekonaniu, że to był zły pomysł. Zły, zły pomysł.
            - Ja po prostu…
            Bałam się. Bałam się tego co mogło stać się po tym spotkaniu. Bałam się konsekwencji i tego, że wszyscy mogliby się dowiedzieć o popełnionej przeze mnie zbrodni. Bałam się, i cholernie się tego wstydziłam.
            - Musisz to zrobić – spojrzałam na Rimo, który wpatrywał się we mnie twardym wzrokiem. Przełknęłam ślinę. – Musisz to jakoś zakończyć.
            Zakończyć co?
            Leczenie Konan? Okłamywanie Lidera? Ciągłe sny, w których nawiedzał mnie mój Masuulka? Czy może moją zawiłą relację z Deidarą, którą tylko niepotrzebnie komplikowałam?
            - Zrobię to – obiecałam bardziej sobie niż jemu, nie będąc pewna o co mi dokładnie chodziło. Już miałam zapukać, kiedy nagle w drzwiach pojawił się Itachi.
            Spoglądał na mnie swoimi czarnymi oczami, oczami bez wyrazu. Beznamiętność aż biła od jego postawy, ale byłam pewna, że on był po prostu doskonałym aktorem. Ten człowiek poświęcił lata by nauczyć się grać w ten sposób i, cholera, wychodziło mu to świetnie.
            - Zapraszam – przesunął się, robiąc nam przejście. W ciemnym swetrze, czarnych spodniach i bez opaski nie wyglądał na kryminalistę.
            Bywałam w tym pokoju tak często, że bez większego skupienia wparowałam do środka i usadowiłam się na łóżku. Za to Rimo wykorzystywał każdą sekundę na dokładne oględziny, czujnym wzrokiem wyłapując wszystkie szczegóły. Wydawało mi się, że tak ja – początkowo – starał się dostrzec jakiekolwiek ślady krwi, zamknięte w słoikach części ludzkiego ciała czy kolekcje splamionej broni. Zamiast tego natrafił jedynie na idealnie wysprzątaną sypialnię.
            - Podobno znalazłeś jakieś… informacje – zaczęłam niepewnie, mrużąc zmęczone oczy. Chociaż przespałam kilka godzin, zmęczenie nie chowało wyciągniętych w moją stronę pazurów.
            Uchiha z założonymi rękami oparł się o stojące nieopodal biurko. Przez dłuższą chwilę wlepiał swój beznamiętny wzrok w ścianę, niemal niezauważalnie zaciskając wargi. Szykuje się do czegoś ważnego, pomyślałam, do czegoś trudnego.
            Kątem oka dostrzegłam siadającego obok mnie Rimo, ale nie mogłam zignorować głupiego strachu wzbierającego się w brzuchu. Zacisnęłam palce na nadgarstku, jakby to mogło uspokoić mój szalejący puls.
            - Ostatnio musiałem wrócić do Suny, by dokończyć wcześniejszą misję. Szybko załatwiłem najważniejszą sprawę, więc zostało mi jeszcze trochę wolnego czasu, który mogłem jakoś pożytecznie wykorzystać. Postanowiłem więc trochę powęszyć i popytać ludzi o sławnego medyka, który ocalił brata Kazekage – Rimo musiał wyczuć jak moje ciało się spięło, bo nagle położył pocieszającą łapę na moim udzie. – Nie było łatwo, bo większość cywilów  była po prostu przerażona moją obecnością, ale dzięki genjutsu czegoś się dowiedziałem. Otóż parę osób wspominało, że mężczyzna wcale nie odszedł z Piasku, ale postanowił się ukrywać. Myślałem, że to po prostu nerwowe historyjki, które wymyślali na poczekaniu, ale gdy miałem wracać zauważyłem podchodzącą do mnie kobietę. Już z daleka było widać, że była poddana silnej technice, zapewne w ogóle nie zdawała sobie sprawy co takiego robi. Dała mi tą kartkę i odeszła.
            Itachi rzucił w moją stronę idealnie poskładany papier. Niepewnie przejechałam palcem po krawędziach kartki.
            - Przeczytaj – mężczyzna zachęcił mnie cicho. Z wariującymi w głowie myślami rozprostowałam liścik.

Kita, jeśli pytania nadal cię zadręczają, spotkaj się ze mną, decydując się na swój najdłuższy lot życia.
T. Naito

            - Najdłuższy lot życia? – mruknął wyraźnie zdezorientowany kot, pochylając się nad zniszczonym papierkiem.
            - Myślę, że ten mężczyzna po prostu wprowadził tamtą kobietę w dziwny stan otępienia, bo sam nie chciał się ujawniać – Uchiha podszedł do schowanego za ciemnymi zasłonami okna. – Chce spotkać się wyłącznie z tobą.
            Zacisnęłam powieki.
            - A co jeśli to po prostu pułapka? Jeśli to ta sama organizacja, która na mnie czyha? Przecież to właśnie oni potrafią oddziaływać na umysł człowieka z właśnie taką siłą.
            - Wszystko wskazuje na to, że człowiek, który chce się z tobą spotkać dał ci jakąś wskazówkę – Itachi położył dłonie na parapecie, uważnie przypatrując się swoim palcom. – Ta wskazówka dotyczy miejsca, w którym macie się spotkać.
            - Spotkaj się ze mną, decydując się na swój najdłuższy lot życia – zamruczał Rimo, lekko opadając na podłogę. Krążąc po ciemnym pokoju wydawał się kolejnym pasującym do otoczenia elementem. – Najdłuższy lot życia.
            - Jakieś miejsce w górach? Może jakaś tajna świątynia gdzieś, gdzie nie można dotrzeć bez konieczności latania? – podsunął Itachi. Spojrzałam w jego ciemne, wypełnione mądrością oczy.
            Nagle mnie olśniło.
            - Jaskinia Styfii – szepnęłam, zaciskając palce na szorstkiej kartce. - Uczyłam się o tym w domu! To najdalej wysunięta na wschód jaskinia w Kiri, gdzie przodkowie mojego klanu ukrywali się podczas wielkich bitew i tam uzdrawiali rannych wojowników. Mama kiedyś pokazała mi ją w grubej książce. Wiem, jak wygląda.
            - A więc to może być to – Rimo wyszczerzył swoje ostre kły, a całe napięcie prysło jak bańka mydlana. – Wreszcie będziemy mogli to zakończyć.
            Do rzeczywistości przywrócił mnie dopiero poważny głos Itachiego.
            - Poproszę Lidera o możliwość udania się do Mgły – umilkł, najwyraźniej szukając odpowiednich słów. – Ale żeby się udało, musimy mu to wyjaśnić, Kita. Wszystko.
            Na samą myśl o konfrontacji z Painem robiło mi się niedobrze, ale w głębi duszy wiedziałam, że to jedyna możliwość. Cóż, gdybym straciła obie ręce i nogi, być może Kakuzu byłby skłonny użyć swoich nici. Musiałam mieć nadzieję.

***

            Po nerwowym sprawozdaniu z mojego niepokojącego życia, przepełniona podgryzającymi mnie nerwami wpatrywałam się w siedzącego przy biurku Lidera. Leniwymi ruchami obracał niewielką karteczkę w bladych dłoniach, jakby dzięki samemu dotykowi mógł sam wszystkiego się dowiedzieć.
            Stałam między wyprostowanym Uchihą i nieco skulonym kotem, czekając na wyrok. Pain nie wydał z siebie jęku zdziwienia, nie rzucał mi groźnych spojrzeń ani nie zamierzał ucinać moich kończyn. Na razie.
            - Skomplikowana historia – rzekł wreszcie, bardziej do siebie niż do mnie, ciągle nie odrywając wzroku od naszego jedynego dowodu istnienia kogoś z mojego klanu. – Nie spodziewałem się, że dziecko byłoby w stanie wybić cały klan. Oczywiście, słyszałem plotki o pojawiającym się w waszym klanie dziwacznym zachowaniu, nerwowych gestach i niepokojącej niestabilności psychicznej. Potęga ma swoją cenę.
            Uniósł na mnie swój budzący respekt wzrok, i nawet jeśli nie było w nim krzty wrogości, poczułam jak po moich plecach przechodzą dreszcze.
            - Nie masz się czego obawiać. Twoja przeszłość nie stanowi dla mnie problemu  - do tego czasu byłaś w stanie leczyć Konan bez żadnych problemów, więc ufam, że dokończysz swoje zadanie bez nagłych ataków.
            Odruchowo pokiwałam głową, a Pain oparł podbródek na splecionych palcach. Jego dłonie nie mogły powstrzymać niepokojącego drżenia.
            - Wierzę, że wszystkie te sprawy są ze sobą powiązane, a ty jesteś po prostu głównym celem. Jednakże, chronienie twojej osoby nadal jest dla nas priorytetem. Jesteś nam potrzebna, więc pozwalam wam wyruszyć do Kirigakure.
            Itachi podziękował cicho, ale ja nie mogłam się do tego zmusić. Jestem im potrzebna. Pytanie brzmiało: na jak długo?
            - Jeżeli spotkanie ma odbyć się w jaskini położonej w górach, potrzebujecie szybkiego transportu – z ciężkim westchnieniem zamknął oczy, przez krótką chwilę delektując się ciszą. – Deidara pójdzie z wami.
            Zanim zdążyłam to jakkolwiek skomentować, fioletowy rinnegan uwięził mnie w duszącym spojrzeniu. Zamarłam, czekając na dalsze słowa rudowłosego.
            - Będziesz musiała wyjaśnić wszystko Konan i pokazać, jakie ma brać leki – niemrawo skinęłam głową. – Ponadto, wypadałoby także uświadomić Deidarę. Radzę ci odwiedzić go jeszcze dzisiaj i poinformować o celu waszej misji.
            Kiedy opuściliśmy gabinet bez słowa udałam się do mojego małego gabineciku obok salonu, kompletnie ignorując pytające spojrzenie Rimo. Musiałam zrobić to szybko; przygotować lek dla Konan, spakować się i pogadać z blondynem. To ostatnie wydawało mi się najcięższe zważywszy na to, że wspomnienia z zeszłego wieczoru pozostawały świeże.

***

            Kamienna ściana jak zwykle wydała z siebie bolesny jęk, kiedy moim oczom ukazało się jasne pomieszczenie. W powietrzu unosił się przyjemny zapach kwiatów – kolorowe bukiety zdobiły zniszczony parapet, jakimś sposobem podnosząc mnie na duchu. Odrywając wzrok od leżącej na kolanach książki, Konan skupiła na mnie bursztynowe spojrzenie swoich oczu.
            Siedziała w starym fotelu na zgiętych nogach, ubrana w zwykłą granatową koszulę i ciemne rybaczki. Jej zadbane włosy opadały na szczupłe ramiona; tym razem w niebieskich kosmykach nie zauważyłam żadnego kwiatu. W prawej ręce trzymała kubek z wciąż parującą herbatą. Mimowolnie zaciągnęłam się zapachem mięty.
            - Dobrze wyglądasz – pochwaliłam ją na powitanie, w tym momencie faktycznie zdając sobie sprawę z moich słów.
Wyglądała zdrowiej, o wiele zdrowiej niż kiedy pierwszy raz zauważyłam ją w zimnym łóżku. Chorowita kobieta z każdym dniem odzyskiwała siły, choć wiedziałam, że jej życie wciąż jest zagrożone. Aby całkowicie zlikwidować zagrożenie, należało zlikwidować agresora.
- Ty też – odparła, nieśpiesznie zamykając książkę i z wrodzoną gracją podnosząc się na nogi. – Podobno Sasori zdołał cię wybudzić.
Wzruszyłam ramionami, od niechcenia rozglądając się po cichym pokoju.
- Nie wiem jakim sposobem, ale to zrobił – przeczesałam palcami włosy, drugą ręką dotykając wciąż owiniętej bandażem rany. – Szybko się goi, nawet nie czuję bólu. 
Kobieta pokręciła głową, a w jej oczach zabłyszczał znany mi smutek.
- Nie rozumiem jak to wszystko się łączy – westchnęła cicho, odkładając na stolik pełny kubek. – Wciąż nie wierzę, że Nanase była szpiegiem… Nie znałam jej, ale sama świadomość, że się mną zajmowała, gdy byłam nieprzytomna…
- Nic by nie zrobiła – zapewniłam z przekonaniem. – Była tylko zwykłą staruszką bez umiejętności shinobi, jedyne na czym się znała to domowe lekarstwa i okłady.
- Właśnie dlatego to wszystko jest tak przerażające.
W ciszy analizowałyśmy własne myśli. Zamyślona Konan powoli podeszła do okna – za szybą ciągnęły się różowe, puchate chmury, pozwalające nieść się ciepłemu wiatru. W tamtej chwili miałam niebywałą ochotę zanurzyć się w jednym z obłoków i odbyć z nimi długą, leniwą podróż.
- Przyszłam dać ci te leki – zanurzając rękę do kieszeni swetra, ostrożnie wyjęłam szklane pudełeczko. – Jutro z samego rana wyruszam na misję, a ty jesteś na tyle silna, żeby sama pamiętać o zażywaniu tych leków. Dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Powinno starczyć do mojego powrotu.
Kobieta pokiwała głową, wciąż nie odrywając wzroku od bezkresnego nieba. Odłożywszy lekarstwa na półkę, niepewnie podeszłam bliżej.
- To wszystko się skończy, zobaczysz – zapewniłam ją, desperacko chcąc uwierzyć we własne słowa. – Już za niedługo.
- Wiem – w głosie Konan zadźwięczała przerażająca pustka. – Czuję to. Starcie zbliża się wielkimi krokami.
Zaalarmowana jej dziwnym zachowaniem zamilkłam, powoli wycofując się w stronę otwartych drzwi. W progu napotkałam barierę splecioną z delikatnego głosu partnerki Lidera.
- Uważaj na siebie.
Posłałam kobiecie wymuszony uśmiech, obserwując rysujące się na jej policzkach cienie.
- Ty na siebie też.

***

Korzystając z rady Lidera odnośnie powiadomienia o wszystkim Deidary snułam się znanymi mi już korytarzami, z nerwów bawiąc się drżącymi palcami. Każdy krok wydawał mi się jednocześnie za szybki jak i za wolny, a głupie obroty serca zbyt dramatyczne. Przed następnym rozwidleniem korytarzy musiałam się zatrzymać, aby wziąć kilka głębszych wdechów. Przyciskając plecy do ściany, pozwoliłam mojej głowie opaść na chłodny kamień. Wdech i wydech. Wdech i wydech.
Nie mogłam przestać myśleć o moim koszmarnym zachowaniu zeszłego wieczoru. Po raz kolejny zachowałam się jak desperatka. Tyle, że tym razem o mały włos przekroczylibyśmy już i tak za cienką granicę. Sama nie wiedziałam co gorsze – doskonale wszystko pamiętać, czy mieć pustkę w głowie. Przerażające uczucie gorąca spływało w głąb mojego ciała na samą myśl o ciepłych ustach i dłoniach blondyna. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, ale zapewne nawet to nie uchroniłoby mnie przed tą rozmową.
Wznawiając nerwowy marsz zastanawiałam się jak chłopak może to przyjąć. Może zacznie się śmiać? Może zacznie mnie obwiniać, wyzywać od najgorszych? Może będzie mieć do mnie wyrzuty, dlaczego oszukiwałam go przez tak długi okres? A może po prostu wybuchnie i jednym ruchem poderżnie mi gardło?
Tym razem przechodzący mnie dreszcz nie był ani trochę podobny do dreszczy, które wstrząsały mną zeszłego wieczoru.
Znalazłam się pod znajomymi drzwiami szybciej niżbym tego chciała. Na samą myśl o ponownym spotkaniu żołądek kurczył się z nerwów, a serce obijało się o żebra. Przygryzając dolną wargę nieco za szybko zastukałam w drzwi.
- Cześć – przywitałam się niepewnie, kiedy w drzwiach stanął rozespany artysta.
Miał na sobie jedynie dresowe spodnie. Rozpuszczone, potargane włosy wiły się po jego ramionach, a zamroczone przez resztki snu oczy starały się ogarnąć całą sytuację. Kiedy wreszcie mnie rozpoznał, głośno przełknęłam ślinę. Gdy nie odpowiedział, wysiliłam się na nieśmiały uśmiech.
- Mogę wejść? – mój głos zabrzmiał zbyt piskliwie, jakbym była roztrzęsioną, pięcioletnią dziewczynką. Odruchowo odchrząknęłam.
- Tak. Jasne, pewnie. Wchodź – oparł się o nieco zniszczoną framugę, cierpliwie czekając aż przekroczę próg. Z walącym sercem weszłam do pokoju.
Przez standardowo otworzone okno wpadał ciepły wiatr, poruszając wyblakłymi firanami. Obok komody leżał stos gliny, a na środku pokoju jak zwykle rozrzucona masa ubrań. Rozkopana pościel świadczyła o tym, że musiał zerwać się z łóżka. Nie miałam bladego pojęcia do której trwała „impreza”, ale wnioskując po dzisiejszej nieobecności Kisame, chyba dość długo.
- Jutro wyruszamy na misję – oznajmiłam spokojnie, kiedy zamknął drzwi. Starałam się uspokoić drżące ręce. – Ty, ja, Rimo i Itachi.
Na wzmiankę o Itachim wyraźnie się skrzywił, ale nie skomentował mojej wypowiedzi ani słowem. Po prostu wpatrywał się we mnie nieczytelnym wzrokiem, a ja naprawdę zaczynałam się denerwować.
- Rimo się obudził, dzisiaj rano – rzuciłam bez zastanowienia, podrygując nogą. Ciągle nic. – Hm, Lider chciał żebym ci coś wyjaśniła. Powiedział, że skoro idziemy razem na tak ważną misję to powinieneś wiedzieć o co chodzi. I po to tutaj przyszłam. Żeby ci o czymś powiedzieć.
Deidara zmarszczył brwi, po dłużej chwili milczenia wypuszczając sporą dawkę powietrza. Oblizując wargi, przysiadł na skraju łóżka.
- Słucham.
Teraz najgorsza część, jęknęłam w duchu, w myślach układając jakiś sensowny początek. Oparłam się o komodę z nonszalancją, która musiała wyglądać przekomicznie.
- Widzisz, mieliśmy z Itachim pewien… układ – zacisnęłam wargi, zdając sobie sprawę z tego jak głupio to zabrzmiało. Żeby kompletnie nie zbzikować, skupiłam uwagę na kawałku rozerwanej gliny. – Miałam leczyć jego oczy w zamian za informacje o ludziach, którzy kontrolowali mój klan. Uchiha spotkał kiedyś kogoś z mojej rodziny i od początku wiedział, że z natury jesteśmy nieobliczalni i szaleni, a coś musi za tym odpowiadać. To dlatego czasem miałam te głupie ataki, w kuchi, w twoim pokoju – zamilkłam, przypominając sobie tamten wieczór. Po chwili pokręciłam głową, kontynuując. – Posiadanie tak ogromnej medycznej mocy musiało mieć swoje minusy i koszmary oraz nieprzewidywalne zachowania były właśnie jednym z nich. Okazało się, że nikt nie kontrolował mojego klanu. Sami mieliśmy swoich, hm, jak to ująć… Stróżów czy opiekunów, którzy za sprawą tych snów i halucynacji chcieli nas przed czymś ostrzec. Dopiero ostatnio zdałam sobie z tego sprawę. O wielu tygodni Zły ostrzega mnie, że coś się czai, ktoś się czai. A odpowiedź na te wszystkie pytania ma pewien mężczyzna, który podobno jest moją rodziną – walcząc z cisnącą się do mojego gardła gulą, uniosłam wzrok natrafiając na skupione spojrzenie artysty. – Nie wiem jak to możliwe, bo wymordowałam cały mój klan w wieku siedmiu lat.
Spodziewałam się krzyków, bluźnierstw i szyderstw. Zamiast tego Deidara jedynie lekko zmarszczył brwi, nawet nie zmieniając swojej pozycji. Wyraźnie czekał na więcej wyjaśnień.
- Nie wiem dlaczego to się stało. Może byłam za mała, a wszystkie te halucynacje po prostu mnie przerosły. Zrobiłam to w amoku, nie wiedziałam co robię, obudziłam się wśród stosu zakrwawionych ciał – ukradkiem otarłam podejrzaną wilgoć na policzkach. Nie chciałam się rozklejać. – To dlatego gdy się pierwszy raz spotkaliśmy miałam taki paskudny humor. Ta noc przypominała mi tą sprzed jedenastu lat. Topiłam i chyba dalej topię głupie smutki w alkoholu, bo to chyba jedyny sposób.
Zapanowała ciężka cisza, a ja czułam jak milczenie mnie przygniata. Jeszcze nigdy nie było między nami tak paskudnego dystansu, jaki wtedy wyczułam. Kiedy chłopak zaczął się podnosić, odważnie uniosłam podbródek.
- Wiem, że zapewne teraz nie wiesz co myśleć i przepraszam, że cię okłamywałam – szepnęłam nieco tracąc na pewności, kiedy był już bliżej. – Chciałabym po prostu to wszystko zakończyć, dostać te głupie odpowiedzi i wykończyć tych ludzi, którzy od dłuższego czasu krążą nad nami jak sępy. I przepraszam za wczoraj. Zachowałam się głupio i… Przepraszam.
Był tak blisko, że czułam miętowy zapach jego szamponu, a na policzku zauważyłam samotną rzęsę. Ochota, by ją zrzucić była niewyobrażalna.
- Kita – odezwał się nieco ochrypłym tonem, a ja skupiłam uwagę na jednym z jego złotych kosmyków. – Boisz się mnie?
Zaskoczona uniosłam wzrok i bez krzty niepewności patrzyłam w błyszczące lazurowe oczy.
- Nie – zaprzeczyłam. – Boję się siebie.
Perspektywa wtulenia się w jego ciepłe ciało była niezwykle kusząca i niewiele brakowało, a zapewne tak bym właśnie skończyła. Ale nie mogłam tego ciągnąć w nieskończoność, wciągając go w to całe bagno razem ze mną. Musiałam stłamsić swoje egoistyczne pobudki.
- Przepraszam – szepnęłam i zwinnym ruchem wymsknęłam się z tej dziwnej sfery, za którą od razu zatęskniłam.
Powtarzając to słowo do wszystkich i do nikogo opuściłam pokój, a droga powrotna okazała się cięższa, niżbym przypuszczała.
______________________________________


Rozdział dwudziesty gotowy. 
Powiem Wam, że dokładnie 14 sierpnia minął rok od założenia tego bloga - chciałabym Wam podziękować za wszystkie komentarze, wyświetlenia i te ogromnie miłe słowa, które sprawiają, że aż chce się pisać więcej. Nie sądziłam, że ta historia spodoba się aż tylu osobom. Dziękuję Wam niezmiernie i mam nadzieję, że te ostatnie dwa tygodnie wakacji będą ciągnąć się wieczność :3
Pozdrawiam!

PS. Chciałabym podziękować utalentowanej Niedoskonałej z krytycznej bieli, która jest odpowiedzialna za ten niesamowity szablon :D Dziękuję po raz kolejny!

17 komentarzy:

  1. Co ty masz z tymi końcówkami rozdziałów, że znowu się tak smucę? ;c
    W zasadzie w notce mało akcji, a dużo rozmów i emocji Kity (przygnębiających mnie jeszcze bardziej) ale to wcale nie sprawia, że była mniej ciekawa. Aż do końca nie mogę uwierzyć w to, jak różnie przedstawiamy tę samą postać... oczywiście mam na myśli Lidera. U ciebie od początku go ubóstwiałam, ciągle jest tych wszechpotężnym Painem, ale z drugiej strony... no nie wiem, czy powinnam go nazywać łagodnym, ale po prostu podoba mi się ten jego spokój i zrozumienie. Aż nie chce mi się wierzyć w te ciągłe zapewnienia Kity, że zabije ją jak tylko przestanie być potrzebna. Za to u mnie Lider jest dupkiem do kwadratu. Hmmm ciekawe xD
    Lubię też sposób w jaki opisujesz Konan (och nie oszukujmy się, każda twoja kreacja bohatera jest boska) jest taka melancholijna i... poetycka.
    Jaram się też wyzdrowieniem Rimo <3 och urocze było to powitanie i sposób w jaki Rimo i Kita okazują sobie miłość, tak naprawdę starając się jej nie okazywać.
    Hm hm hm tajemniczy pan T oczywiście mega mnie intryguje, jestem ciekawa jakim cudem wywinął się spod szalonych łapek mordującej Kity. Nawiasem mówiąc, to uwielbiam takie motywy - szalone/opętane/diabelskie dziecko wybijające swoją wioskę/rodzinę/kogokolwiek-kto-się-mu-nawinie, a potem stojące w nocy, w świetle księżyca, ochlapane krwią swoich ofiar..... ♥♥♥
    No i tak KOŃCÓWKA! Jednocześnie jaram się zachowaniem Deidary, no bo przecież to wszystko go nie zniechęciło (zresztą nie wierzyłam w to), ale jeszcze chciał tam coś ten tego, no ale w tym samym momencie ubolewam, bo Kita musiała.... zachować się 'słusznie' swoim zdaniem ;c
    Co do błędów, to wyłapałam kilka literówek. Powtórzenia też się zdarzały, zwłaszcza w opowieści Kity.
    - 'Oczywiście, słyszałem plotki przejawiającym się w waszym klanie zachowaniu' - 'o przejawiającym...'?
    - 'Był tak blisko, że czułam miętowy zapach jego szamponu, a także samotną rzęsę na policzku.' - czuła tą rzęsę, czy widziała?

    Pozdrawiam, buziaki ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że jakoś w tym rozdziale strasznie mnie Kita irytowała i już się bałam, że posypią się na nią hejty. Muszę ją jakoś ogarnąć, bo już za bardzo smęci -.-
      Twój Lider jest takich, ach, mimo że dupek, to jednak mi się podoba ^^ Tutaj już taki trochę schorowany, trzymające emocje na wodzy. Nie wiem czy potrafiłabym stworzyć takiego jak Ty, więc nie ryzykuję.
      Konan ogólnie uwielbiam, ale zawsze się boję że coś z nią spitolę ;_; bo ona jest w sumie taką złożoną postacią, jakoś trzeba pamiętać o tym jej smutku, ale przecież nie będzie ryczeć po kątach, nie? ;>
      Niestabilne psychicznie bohaterki są fajowe ♥ Dlatego powinnaś ogarnąć tą Alice madness returns, te filmiki! :D Chyba, że już to zrobiłaś?
      Jak już mówiłam, Kita ma jakieś wahania nastrojów - nic tylko współczuć Deiowi ;c
      Dżisas, jak czytam te wypominane przez Ciebie błędy, to aż się wstydzę XD Poprawione ♥
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Zarąbisty rozdział!!! ;)
    ja nie mogę jak ja lubię czytać Twoje opowiadanie to << głowa mała>> po prostu ;) Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością i życzę duuuuuużo weny ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam, no to teraz ci napiszę ładny komentarz :D strasznie mi się szybko czytało ten rozdział i nie wiem czy to przez te szarą pogodę za oknem, ale strasznie taki melancholijny wydawał ten rozdział :p Pewnie to było zamierzane, więc epicko wyszło xD w ogóle to jak nigdy, w tej notce zdarzały się błędy xD chodzi o literówki, więc obejdzie się bez skandalu xD bynajmniej ja nie będę ich wypominać. Jestem na to zbyt leniwa xD
    Nie wiem za bardzo co napisać, mam straszną pustkę w głowie :P ale tak… widzę, że dzień rozpoczyna się od mocnego kaca :P niemniej szczęście na widok Rimo, wygrywa xD ach, te futrzaki :D mają moc :D hmm, czyli Rimo porwali ci sami truciciele, co napadli wcześniej na Konan i Dei’a… mimo wszystko jakoś nie widzę powiązania, lecz całkiem sprytnie to wszystko wykminili xD jestem ciekawa tych wyjaśnień tego drugiego żyjącego członka klanu :P Potem Kita podzieliła się swoimi informacjami, a potem jeszcze dołożył się Itachi, strasznie to wszystko pokomplikowane xD jestem cholernie ciekawa rozwiązania :D
    Ja tam lubię twoją kreację Pain’a xD taka cicha woda, oaza spokoju i w ogóle xD jednak trochę mnie zaskoczył tym pozwoleniem, a jednocześnie zaangażowaniem dwóch swoich ludzi w osobiste sprawy Kity :P To takie nie w stylu tej organizacji, ale najwyraźniej Kita to zbyt ważny członek, w dodatku Pain nie zamierza sobie z niej zrezygnować :P To zdanie chyba było nader istotne :P
    Rozmowa z Konan… to chyba taka rozmowa, której atmosfera wręcz dusi xD co rusz to niezręczna cisza xD masakra xD jak w telefonie, dlatego nienawidzę rozmawiać przez telefon xD dziewczyny chyba się nawet zaprzyjaźniły, bo znikł między nimi ten brak zaufania :P znaczy chyba… Konan nawet taka troskliwa się zrobiła, to „uważaj na siebie” <333
    No i ostatni scena, trochę zsynchronizowałam się z Kitą i też się denerwowałam, jak ta rozmowa przebiegnie :P a przebiegła… no widać, jak nerwy zżerały Kitę, tak dużo mówiła :P chyba sama się nie spodziewała, że Deidara to przyjmuje z takim spokojem, chyba przy swoich zamiarach wolałaby, aby na nią nawrzeszczał, no ale nie wszystko idzie po jej myśli xD w ogóle ten ostatni dialog „boisz się mnie>” nie wiem co ze mną nie tak, ale bardzo mnie to podjarało :D :D lubię takie wątki :D Niestety brak całusa = wielki minus xD
    Tyle ode mnie :D Czekam z niecierpliwością na next’a :D
    Życzę dużo weny, czasu i ochoty na pisanie :D
    Pozdrawiam ;* ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, tak dla świętego spokoju i uspokojenia samej siebie sprawdziłam jeszcze raz dokładnie ten rozdział i faktycznie, trochę błędów było. Jak to możliwe, że nie zauważyłam ich przy sprawdzaniu? O.o Dalej nie jestem pewna, czy wszystko poprawiłam, ale niech już będzie jak jest.
      Może na razie nie widać powiązania, ale za niedługo wszystko się wyjaśni... Mam taką nadzieję oczywiście. Cholercia, uwielbiam tworzyć takie zawiłe tajemnice, potem jedynie gorzej to wszystko jakoś ładnie wyjaśnić ;< Ale damy radę, spooko :D
      No Pain musi tam dbać o Kitę, bo wciąż tak jakby zajmuje się Konan. I jakoś sobie nie wyobrażam, żeby tak nagle uciął jej głowę, no nie wiem czemu XD Ale pożyjemy, zobaczymy.
      Ja też nienawidzę gadać przez telefon! Zawsze jak się patrzę na wyświetlacz to muszę się jakoś psychicznie przygotować zwłaszcza gdy nie wiem, kto dzwoni ;-; Ojej, Konan to Konan ♥
      Jak Cię to jara, to ja się cieszę :D Nic tylko sobie gratulować XD
      Dzięki, dzięki, dzięki i również pozdrawiam :*

      Usuń
  4. Hej! Na wstępie chciałam przepięknie podziękować za komentarze u mnie i przeprosić za zwłokę z wizytą u Ciebie, ale jako że nie lubię pozostawiać po sobie pustych komentarzy, wolałam zaczekać do momentu aż znajdę czas by przemyśleć treść tego rozdziału i sklecić jakąś w miarę konstruktywną opinię :)
    Niestety nie wypowiem się szerzej na temat fabuły, bo jestem w tył o dziewiętnaście rozdziałów (a już w tym miejscu mogę Ci obiecać, że jak tylko uporam się z nawałem bieżących obowiązków zapoznam się z ich treścią), lecz śmiało mogę rzecz, że masz naprawdę rewelacyjny styl pisania - taki lekki, niewymuszony, z dozą fantazji. Potrafisz opisywać odczucia towarzyszące głównej bohaterce w sposób, jaki nigdy nie przyszedł by mi do głowy. A nawiązując jeszcze do samej postaci Kity - widać, że nadałaś jej wyrazistą, niebanalną osobowość (co bardzo mi się podoba, bowiem nie znoszę schematu przesłodzonej laluni dołączającej do Akatsuki tylko po to, by obściskiwać się z członkami tej organizacji). Nie ukrywam, że interesuje mnie jej znajomość z Deidarą, którego, jak zdążyłam zauważyć w tym krótkim fragmencie, przedstawiłaś w nieco innym świetle (porównując z mangowym pierwowzorem). I chyba nie muszę zbyt głośno nadmieniać, że Rimo na wejściu stał się moim ulubieńcem ♥ Jeszcze tylko odniosę się do obaw Kity co do reakcji członków Brzasku na informację o dokonaniu przez nią mordu na własnym klanie. Szczerze mówiąc, zaskoczyła mnie tym. Chyba troszkę jej się zapomniało z kim ma do czynienia ;) Nawet jeśli działała w amoku, chłopcy z Akatsuki, jako mordercy, powinni byli w stanie ją zrozumieć.
    Reasumując - jestem zachwycona! Podziwiam Twój styl pisania i przede wszystkim zgodność faktów w podjętej chronologii zdarzeń. Tak jak wspomniałam, obiecuję nadrobić zaległości najszybciej jak się da, bo historia naprawdę do tego zachęca. Życzę całego wora weny, przesyłam miliony uścisków i pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No witam serdecznie i cieszę się bardzo, że jednak wpadłaś :D
      Mam nadzieję, że to dziewiętnaście rozdziałów (cholera, zapomniałam, że już tyle napisane ;_;) będzie Ci się podobało i że się nie zniechęcisz, także powodzenia :3
      Ojej, naprawdę miło mi czytać tyle komplementów, aż chce się pisać dalej! Z tym obściskiwaniem się to szczera prawda, chociaż wiesz, może się tutaj coś zdarzyć xd Nie, żeby nałogowo, bo bez przesady, wiem jak to potrafi irytować.
      Mam właśnie w planach nieco "naprostować" Deidarę, bo jednak racja - odrobinę za bardzo go rozpuściłam, ale no, kto by temu artyście nie uległ?
      Hm, z tymi obawami Kity chodziło mi raczej o to, że gdyby ktoś się dowiedział, to zaraz mógłby donieść o tym Liderowi (a Kita nie wspomniała Painowi o tym na początku, więc nie mogła przewidzieć jego reakcji), ale fakt faktem, że jako mordercy powinni patrzeć na to raczej z podziwem, nie? ;>
      Dziękuję Ci serdecznie za te wszystkie słowa, nawet nie wiesz, jak się cieszę :D
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  5. Nie wiem, co powiedzieć najpierw, mój mistrzu! Zacznę może od tego, że akcja się coraz bardziej rozkręca, widzę! Czuję się niemal tak, jak na młocie w wesołym miasteczku, kiedy wisiałam do góry nogami i zastanawiałam się, czy zostały mi trzy czy sześć minut życia! Oczywiście najbardziej cieszę się z tego, że mój najdroższy Rimo jest już na chodzie, nawet jeśli wciąż jeszcze nieco pokiereszowany. Sasori jest jednak cudotwórcą! No i nie dziwię się, że Kicie od razu przeszła złość na kocura. Mam psa, wyobraź sobie, i nieraz ta moja niedobra suka mi da dyla w głąb lasu, zazwyczaj jej szukam, albo wracam do domu i potem idę jej poszukać. Doświadczenie nauczyło mnie, że nawet jeśli zawsze szukanie zaczyna się "Ku*wa, jak ją dopadnę, to jej wszystkie nogi z dupy powyrywam, marny będzie jej los!", gdy tylko widzę ją już w oddali, mam łzy w oczach i padamy sobie w ramiona... więc tak, w zupełności ją rozumiem! Z Itachiego obrotny facet, trzeba przyznać, ma łeb na karku. W sumie, oni oboje z Kitą dużo sobie nawzajem zawdzięczają. A lider to mistrz opanowania, kolejna postać, którą uwielbiam! No ale w sumie w tej części większe wrażenie wywarła na mnie Konan, nie wiem dlaczego. Była jakaś dziwnie przygnębiona, czarna wróżbitka... no w każdym razie fragment z nią obudził we mnie dość dotkliwy niepokój, że coś może iść nie tak... Kita pamięta co nieco z poprzedniego wieczora... aż dziwne, patrząc na to, że cieszyła się do klamek! Sympatyczna z niej postać, nawet jeśli faktycznie dość niestabilna! No i ten Deidara... przesłodki, ale na jego miejscu wyszłabym już z siebie i albo dałabym sobie z Kitą spokój, albo rzuciłabym się i ją zgwałciła . Tak, rozumowanie Mukudori. No bo Kita taka biedna niezdecydowana, raz się na niego rzuca z niecnymi zamiarami, a innym razem przed nim ucieka. No a on jest w końcu mężczyzną, musi się wziąć w garść! Najlepiej na misji z Uchihą, bo coś czuję, że oni się tam we trójkę z Rimo pozabijają, i to Kita będzie tą, która chcący nie chcący będzie musiała ich ustawić do pionu! Tak się rozpisałam, że nie wiem, czy mówiłam już, że uroczy szablon... połączenie czerni i czerwieni to moje ulubione, nie trzeba nawet mówić, że idealnie pasuje do tematyki!
    Pamiętaj, że czekam, nawet jeśli czasem się spóźniam z komentowaniem, więc nie każ czekać na siebie zbyt długo! <3
    Gorące pozdrowienia z deszczowego zadupia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wisiałaś na młocie do góry nogami?! Bosze, ja nigdy bym się nie odważyła. Chyba za bardzo cenię życie, ale wiesz... Podziwiam Cię!
      Ja sobie to wyobraziłam, jak padacie sobie w ramiona, to takie... urocze! "Ku*wa, jak ją dopadnę, to jej wszystkie nogi z dupy powyrywam, marny będzie jej los!" - tak mogłam opisać przemyślenia Kity, bo bardzo trafione! :D
      Ja osobiście uwielbiam Konan, ale zawsze się boję, że coś pokiełbaszę ;c Ale naprawdę znów odczuwam ulgę, że wyszło okej i wyczułaś ten niepokój.. Jesteś chyba jakoś podłączona do mojego mózgu, no ja nie wiem xd
      Hahaha, gwałt to w sumie nie taki zły pomysł... może by pasował do tego opowiadania, dzięki Ci za pomysł! :3
      Misja będzie raczej... ciężka, też tak coś czuję...
      Będę pamiętać i dzięki za pozdrowienia, a ja pozdrawiam Cię z mojego zadupia, zapewne jeszcze większego niż Twoje! :)

      Usuń
    2. Do tamtego momentu też byłam pewna, że w życiu się nie odważę. Ale pewna bardzo perswazyjna osóbka mnie zaciągnęła, więc... :D nie, naprawdę nie było tak źle!
      Nie przepadam za Konan, ale o tym już chyba wspominałam, choć z postaci żeńskich i tak jest jedną z niewielu bardziej tolerowanych przeze mnie osób :D a z tym mózgiem to może być prawda! Trzeba się temu przyjrzeć :3
      Nie wiem, czy jest większe zadupie, ale łączę się z Tobą w bólu, skoro to rozumiesz! :*

      Usuń
    3. Tu też Ci odpiszę, a co! Jak szaleć to szaleć i grać na dwa fronty! :D
      Nie było źle, ale życie przeleciało przed oczami, co? Jak można nie lubić Konan ;c Ona to i tak już źle miała w życiu, a tu jeszcze za nią Muku nie przepada...
      Kiedyś mi wspominałaś, że mieszkasz w jakimś małym miasteczku, dobrze pamiętam?

      Usuń
    4. A no pewnie, jak się bawić to się bawić... drzwi wy*ebać, okno wstawić! :D
      No może troszkę przeleciało, ale taki dreszczyk emocji też jest potrzebny czasem! :3 nie no, ja ogólnie bardzo jej współczuję i historia ich trójki wzrusza mnie niemal tak, jak ta braci Uchiha, ale jednak jest w niej coś takiego, co mnie odpycha...
      Czy ja wiem... tego nie można nazwać miasteczkiem raczej! :D to wieś ogólnie, niedaleko Tarnowa, ale wciąż wieś! Zresztą Tarnów to sam jest jak duża wieś, więc... :D

      Usuń
  6. Hahah, gdzie ja to już słyszałam XD
    A ja ją tam lubię, zwłaszcza z Yahiko i jakoś nie mogę przeboleć tego, że Nagato wziął jego ciało ;_; znaczy, jasne, dla pokoju wszystko trzeba robić, ale kurcze, nie pasi mi to!
    MAŁOPOLSKA! :D Ej, Tarnów to wcale nie tak daleko ode mnie, znaczy chyba XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle niesprawiedliwy los spotkał Yahiko... bardzo ubolewam nad tym, że to nie on pozostał przy życiu, a z drugiej strony, gdyby nie umarł w tak bohaterski sposób, pewnie wydawałby mi się zupełnie inny...
      Ja z geografii jestem słaba, więc musisz to sama ogarnąć! :D

      Usuń
    2. Usunął mi się komentarz ;_;
      Biedny Yah, aż się go chce przytulić. No niby tak, ech, ta kobieca logika ;c
      Ej, ja mam mieć podobno teraz rozszerzoną geografię, a nawet nie wiedziałam, gdzie leży Tarnów.. Także ten, chyba mnie jednak wyrzucą xd

      Usuń
    3. No, coś blogger zaczyna świrować O=
      To ja na szczęście mam rozszerzoną chemię <3 no i matematykę... dobra, też wylecę... XD

      Usuń